zamek niesytno w płoninie

...feniks z popiołów

W dniu 24.02.2010 w „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł, którego fragment znajduje się poniżej:

Awantura o portal | zamek niesytno w płoninie

(…) O odkryciu zawiadomiono Służbę Ochrony Zabytków we Wrocławiu i Katowicach. Smolorz został poproszony o wyjaśnienia. Przekonywał, nie zrobił nic złego. Zlecono mu renowację portalu, a ponieważ nie dostał zapłaty, zatrzymał go u siebie w depozycie. – Zamek w Płoninie rozszabrowano na potęgę dużo wcześniej! Oprócz portalu miałem zabrać kartusz herbowy, ale złodzieje mnie wyprzedzili. Niech mnie konserwatorzy nie denerwują, bo mogli ustawić się na granicy i pilnować wywózki skradzionych dóbr do Niemiec! Mogę oddać im ten portal, a sam wyrzeźbię sobie nowy! – mówi „Gazecie” poirytowany podejrzeniami Smolorz. Jak mówi, o planach przewiezienia portalu do Tarnowic zawiadamiał konserwatora, ale od strony formalnej sprawy mieli dopilnować właściciele zamku Niesytno.

Barbara Klajmon, wojewódzki konserwator zabytków w Katowicach, nie wyklucza, że jej poprzednik rozmawiał ze Smolorzem, ale w dokumentach nie ma po tym żadnego śladu. – Nie mogę uwierzyć w to, co się stało – mówi Klajmon, która chce sprawdzić, czy w Tarnowicach nie ma i innych elementów wystroju zabytku z Płoniny.

- Nie dziwię się oburzeniu grupy miłośników zabytków Dolnego Śląska, bo to obszar wyjątkowo pokrzywdzony szabrownictwem i tajemniczymi zniknięciami z bardzo wielu zabytkowych budowli – ocenia Klajmon. Usprawiedliwia jednak Smolorza, bo jej zdaniem, mógł widzieć, jak rozkradane jest Niesytno, i zaświtało mu wtedy w głowie, że lepiej zabrać portal, niż zostawić na niechybny łup.

Dolnośląski wojewódzki konserwator zabytków w wyjaśnienie Smolorza nie uwierzył i o sprawie zawiadomił prokuraturę. – Nie jestem przeciwny transferom zabytków, zwłaszcza gdy na swym pierwotnym miejscu są zagrożone. Tak niewątpliwie było w Niesytnie. Nawet jeśli takie rzeczy dzieją się w dobrej wierze, muszą odbywać się pod kontrolą – mówi Andrzej Kublik, szef Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu.

Kublik podkreśla, że w Polsce trzeba przeorać świadomość społeczeństwa. – Tracimy prawdziwe skarby! Żadne druty kolczaste ani przepisy karne nie ochronią nam zabytków przed rozgrabieniem, dopóki ludzie nie pojmą, że samowolne przeróbki i dzikie wyprzedaże są karygodne i wyrządzają nieodwracalne szkody – mówi Kublik. (…)

Więcej… gazeta.pl

szukaj na stronie:

dofinansowanie:

nagroda: